Dookoła ( znowu nie ) Peloponezu

Join Me Sporady północne Scopelos


Pora powrócić do dawnych wyzwań czyli okrążenia Peloponezu. Szczególnie, że głos ludu w osobie Andrzeja wywołał mnie do tablicy. Zatem zapraszam do załogi - połowa już jest. Początek rejsu w połowie października i dwa tygodnie żeglugi.

Koronawirus obalił nasze plany a przecież pieniądze za czarter już poszły. Zatem skoro nie udało sie w tamtym październiku to atakujemy w nadchodzącym.. Możemy popłynąć od 9 października. W zależności od pogody czyli trasa lewoskrętna - dookoła Peloponezu albo prawoskrętna - na Sporady. Decyzję podejmiemy demokratycznie na pokładzie jachtu.
Stanęło na 9 X. Dołączyli nowi koledzy do załogi.
Natura zadecydowała. Ponieważ kanał Koryncki się zawalił i nieprędko zostanie udrożniony pozostaje plan B czyli Sporady. Tam mnie też jeszcze nie było ale Lucjan wyszukał wyspę na której nagrywano Mamma mia to sprawa się zdecydowała. Dla pewności zanabyłem kasperaszkowy album o Sporadach

W sobotę dotarliśmy do mariny Agios Kostas i zaokretowaliśmy się na Bavarii 46 Cruiser imieniem Joinme a w niedziele rano ruszyliśmy w drogę. Szybko okazało się, ze piękny ploter w kokpicie zaniewidział niespodziewanie i pokazuje tylko schematyczną mapę. Nie zrobiło to na mnie silnego wrażenia bo przecież przywiozłem ze sobą tablet wyposażony w mapy Navionixa. Szybko jednak ten spokój mi minął, ponieważ wysłużony tablecik także odmówił współpracy. Ostatecznie podstawą szczegółowej nawigacji stały się telefony moich załogantów. Celem pierwszego dnia była Karistos na południowym krańcu Evii. Wiatry okazały się niezbyt sprzyjające i do zatoki koło Karistos weszliśmy dopiero po zmroku. Aby uniknąć kłopotów wchodzenia po omacku do nieznanego portu, stanęliśmy na kotwicy. Dopiero rankiem przenieśliśmy się do portu, gdzie miejsca dla jachtu było niewiele i cumowanie w nocy byłoby zbędnym ryzykiem.

Świtkiem we wtorek ruszyliśmy w dalszą drogę. Celem była wyspa Skyros. Windy obiecywało sprzyjające wiatry ale były to obiecanki-cacanki. Ostatecznie okazał się to najdłuższy etap i przy wspomaganiu się silnikiem przebyliśmy 80 i do celu przybyliśmy dopiero w nocy. O świcie przestawiamy się do portu. Bosman w swej zmotoryzowanej dinghy wypływa nam na spotkanie i kieruje nas na miejsce postoju w kącie basenu, longside. Po chwili podstawia nam schodki do wchodzenia na łódke. Wersal. Postój kosztuje 20 EUR ale zawiera poza postojem prąd, wodę i toalety z prysznicem włącznie. Miasteczko z amfiteatralnie rozmieszczonych białych domków uwieńczone równie białą kapliczką. Po południu docierają kolejne jachty które staja już po śródziemnomorsku, równolegle do nas.

Następny etap prowadzi do tych prawdziwych Sporadów więc ruszamy wcześnie. Wiatr w dziób, więc postanawiam odstawić łódkę od kei na rufowym szpringu. Daje wstecz i ku mojemu przerażeniu szpring także został oddany i łódka rusza do tyłu a na dodatek rufa odrzucana jest w stronę sąsiada. Szybka reakcja manetką powoduje, że do zderzenia z sąsiadem nie dochodzi ale "odcumowujemy" dinghy bosmana. Na szczęście wiatr spycha dinghy bezpiecznie w głąb portu. Przepraszamy bosmana telefonicznie za kłopot a ja dokonuję spóźnionej instrukcji na czym polega odstawianie jachtu na szpringu.

Windy uparcie pokazuje, że w naszym obszarze ma wiać sprzyjający nam wiatr południowy a ten wredny północny to gdzieś tam hen daleko. Wiatr jednak nie słucha się internetu i uparcie wieje z północy. Piłujemy więc pod wiatr wspomagając się silnikiem ale te marne 56 mil kończymy dopiero po ciemku. Wybieram port Partitiri na południowym krańcu Alonisos. Port zajmuje niewielką zatoczkę i opanowany jest przez północny wiatr spadający z otaczających gór. Tu ponoszę kolejną porażkę, bo nadbrzeże dla jachtów usytuowane u nasady falochronu jest miejscem szczególnie przez ten wiatr ulubionym i trzeba zacumować obok stojących tam jachtów tyłem, wlokąc łańcuch kotwiczny przy silnym bocznym wietrze. Trzy próby kończą się niepowodzeniem i ostatecznie za radą lokalsów stajemy w głębi portu rufą do końcówki pirsu okupowanego przez rybaków. Rybacy są jednak gościnni i nikt na nas nie warczy.

Głównym celem naszego rejsu jest wyspa Skopelos pamiętna z muzycznego popisu Abby p.t. Mamma mia. Ruszamy o 1100 lokalnego czasu. Północny wiatr jest nam tym razem przyjazny dla ominięcia Skopelos od południa Już po trzech godzinach zaglądamy do Agnondas położonego w ciasnej i głębokiej zatoczce. Tu czas na obiad i krótkie spacery. Okazuje się, że ten mały porcik pełni rolę portu dla lokalnych promów. Parę domków i nieczynna restauracja stanowi całą lokalna infrastrukturę. Wkrótce ruszamy do prawdziwego portu, położonego kilka mil na północ Nea Klima. Port dobrze osłonięty od północnego wiatru jest prawie pusty. Pod wieczór przybywa jeszcze kilka jachtów ale miejsca jest nadal pod dostatkiem.

Z Nea Klima ruszamy wokół północnego przylądka Slopelos by odwiedzić Agios Joannis - kapliczkę na wyniosłej skale, znaną z filmu Mamma mia. Co prawda w filmie rolę grał całkiem inny kościółek ale nie czepiajmy się szczegółów. Portu tu nie ma więc osłoniwszy się wyniosłą skałą rzucamy kotwicę. Ponton z motorkiem na wodę i zaczyna się przeprawa na ląd. Ja zostaję na wachcie. Wrażenia wycieczkowiczów wspaniałe. Przeprawa na raty, bo w pontonie mieszczą się góra 4 osoby. Wycieczka trwa dwie godziny po czym podnosimy kotwicę i żabi skok do Skopelos - stolicy wyspy. Rozległy port ulokowany w głębi zatoki, osłonięty falochronami. Stajemy przy zachodnim, rufą do wiatru więc bez napinki. Kotwica trzyma. Miasteczko to amfiteatr białych domków wyrastających jeden z drugiego. Zamiast ulic strome schody. Obiado-kolacja w jednej z portowych knajpek.

To już połowa czasu planowanego rejsu więc pora wracać. Na dokładniejszą penetrację Sporadów trzeba inaczej zorganizować rejs. Zatem rankiem ( ale bez napinki ) oddajemy cumy i wyrywamy kotwicę. Po wyjściu z cienia wysp stawiamy żagle i kierujemy się na zachód w stronę cieśniny pomiędzy Evią a lądem. Wiatr słabnie a dzień jest krótki więc o 1600 przepraszamy się z motorkiem i przed 1800 cumujemy w Orei. Tłoku nie ma, jeszcze zakupy, kolacja i spać.

Kolejny etap ma nas zaprowadzić do Chalkidy. Tu jest zwężenie Evii z lądem spięte zwodzonym mostem i czeka nas nieomal 60 mil żeglugi. Wiatr wprawdzie sprzyjający ale mizerny. Podziwiamy oba brzegi cieśniny i koło 18 docieramy do Chalkidy. Stoi tu już kilka jachtów oczekujących na otwarcie mostu. Nie ma określonej godziny jego otwarcia. Następuje to zawsze w nocy w momencie, kiedy pływowy prąd pod mostem zamiera. Generalnie, pływy astronomiczne są w Grecji niezauważalne ale w tym miejscu są znaczące i nieobliczalne. W międzyczasie przybywa kurier od armatora, który przywozi nam dodatkową butlę gazową i brakujący radiotelefon. Ten ostatni jest ważny, ponieważ stanowi środek łączności z operatorem mostu. Najpierw trzeba zameldować zamiar przejścia mostu i opłacić myto - około 30 euro. Pod mostem prąd tworzy prawdziwą kipiel. Mija godzina za godziną i wreszcie koło trzeciej w nocy operator wywołuje po kolei jachty. Nazwę naszego przekręca niemiłosiernie ale jakoś odgadujemy, że to o nas chodzi. Most, złożony z dwóch części chowa się w kieszeniach zainstalowanych w obu przyczółkach. Prąd faktycznie zamarł. Za mostem jest spore rozlewisko w którym wybieramy sobie miejsce do zakotwiczenia i idziemy spać.

Późnym rankiem ruszamy na południe. W planie jest południowy kraniec Evii ale nie chciałbym powtarzać Karistos. Po namyśle wybieram otoczoną wyspami zatokę w której leży Marmaris. Północny wiatr tężeje i chwilami osiąga 23 węzłów. Zatoka dobrze chroni przed wiatrem z tego kierunku i koło 1800 cumujemy longside do pirsu po drugiej stronie którego rezydują kutry rybackie. Poza tym pirs opanowany jest przez wścibskie kocie rodziny, które bezczelnie wdzierają się na jacht. Wyrzucanie ich nie zniechęca. Rano przed odejściem trzeba dokładnie sprawdzić czy jakiś blinda sie na pokładzie nie zachował.

O 1000 odchodzimy z Marmaris. Po przejściu cieśninki między wyspami rozwijamy foka i z północnym wiatrem 20 węzłów płyniemy w stronę wyspy Kea. Wkrótce wchodzimy do zatoki na północno - zachodnim skraju wyspy. Chętnie stanąłbym w porcie Korissia na pd zatoki bo tu mnie jeszcze nie było, ale oznaczało by to cumowanie przy poprzecznym wietrze zatem kierujemy się do Voucari we wschodniej części zatoki. Tu cumowanie "śródziemnomorskie" wypada dziobem pod wiatr. Trochę jachtów już stoi ale są między nimi odstępy wystarczające do bezpiecznego podejścia. Koło pierwszej stoimy rufą do kei i 40 metrami łańcucha przed dziobem. Część załogi wybiera się na wycieczkę do latarni przy wejściu do zatoki. Wieczorem kolacja w portowej knajpce osłoniętej szybą od północnego wiatru. Tyle na dzisiaj

Czwartek to przedostatni dzień rejsu opuszczamy więc Voucari świtkiem by jeszcze odwiedzić Eginę. Północny wiatr jest korzystny ale słabnie w miare zagłębiania się w zatokę Sarońską. Ostatecznie znika, gdy wchodzimy w cień wyspy. Nic to. Dopływamy do portu Aegina i próbujemy znaleźć miejsce na postój. Jest jeszcze dość wcześnie ale mowy nie ma o zacumowaniu w porcie. Wypływamy więc na redę, gdzie już stoi kilka jachtów na kotwicach. Wybieram miejsce bezpieczne od kolizji z sąsiadami i rzucamy kotwicę. Głębokość zaledwie 5 metrów, więc nie trzeba zbyt wiele łańcucha. Załoga kilkoma rejsami ewakuuje się na ląd. Ostatni rejs muszę odbyć osobiście żeby nie zostawiać na brzegu bezpańskiego pontonu z silnikiem. Powrót pustym pontonem jest prawdziwym hardcorem ale jakoś mi sie udaje. Już po zmroku odbieram telefon od wracającej załogi. Zapalam do światła kotwicznego wszystkie inne możliwe żebym po ciemku wrócił do swojego jachtu. Wycieczkowicze nadają skomplikowane sygnały świetlne więc jakoś udaje mi się do nich trafić. Resztę kursów odbywają już bez mojego udziału. Kolacja i spać.

Piątkowy poranek. Jachty kolejno podnoszą kotwice i oddalają się z redy Aeginy. Na nas też kolej. Bez przygód docieramy do Agios Kostas. Przekazujemy jacht, wyliczając kilka usterek. Jedną z nich jest zgubiony gdzieś przez nas odbijacz ale firma nas tym nie obciąża. Moja załoga zamawia na sobotni poranek busik na lotnisko. Ja wybieram się tramwajem do Alimos by objąć kolejny jacht. Na ten raz tyle.

Album
 Czas żeglugi godz. 96 
 W tym na silniku  38 
 Przebyto mil 464 
Plany portów
Agios Kosmas Karistos Skyros pwrtitiri Nea Klima Skopelos
Orei Ahalkida Marmaris Voucari Aegina Agnondas
Załoga
Lucjan Emil Patryk Andrzej Moroszka Hania Andrzej Slkiper

szukaj w mapie witryny